Spacery były jednym z wielu zaleceń doktora Utake, były nim również drzemki, leki, ćwiczenia, itp. Tyle tego było ponieważ niepokoiła go moja odpowiedź odnośnie wypadku. Ale ja mimo wszystkiego upierałam się, że ten chłopak tam był...chyba. Teraz niczego nie jestem pewna. Ale no przecież nie rzuciłabym się z wieżowca no! No hej, byłam u Hany i...no kurde! On tam był i muszę go znaleźć bo chyba doktor Utake zamknie mnie w psychiatryku! Tylko jak? Chyba wiem... Kiedy tylko naszła mnie myśl zawróciłam i biegiem ruszyłam w stronę bloku przyjaciółki. Wpadłam do klatki i nawet nie czekałam na windę. Schodami weszłam na 15 piętro i udało mi się nie zgubić ciała, (od mojego zmartwychwstania zdarzyło się to dwa razy) szybko więc wpadłam na dach. Stanęłam na krawędzi i przyłożyłam dłonie do ust aby dźwięk rozszedł się dalej i był głośniejszy
-Panie Shu!!!!
Ryknęłam najgłośniej jak umiałam, po czym cofnęłam się od krawędzi. Oparłam dłonie na kolanach i zaczęłam dyszeć. Jednak mogłam zaczekać na windę, umiałabym teraz złapać normalnie oddech
-No i czego się tak drzesz?-usłyszałam głos chłopaka po mojej lewej-Wiesz, że znowu wyszłaś poza ciało?
Spojrzałam za jego wzrokiem. Rzeczywiście, leżałam jak gdyby nigdy nic i spałam. Podeszłam do ciała i chciałam dotknąć moich włosów ale przeszłam przez skórę niczym duch, nawet jej nie czując
-Czym jestem?-spytałam z lekkim wyrzutem chłopaka, bo to przecież częściowo też jego wina
-JeDZonKO-przerażający głos niemal syknął mi w uchu
Odruchowo odskoczyłam robiąc salto. Duży zielony stwór przypominający węża patrzył na mnie swoimi licznymi oczami. Przerażenie i adrenalina zrobiły swoje więc kiedy potwór chciał mnie złapać, zrobiłam unik i ruszyłam na niego. Kopnęłam go między oczy a ten odleciał na paręnaście metrów. Ten stan jest świetny! Jakbym nic nie ważyła i do tego jestem zwinniejsza i szybsza! Potwór jednak szybko się pozbierał a ja poczułam obce ręce na biodrach. Shu przerzucił mnie sobie przez ramię i zeskoczył. Miałam więc doskonały widok na coś co za nami ruszyło i zbliżało się co trochę. Shu zrezygnował z delikatności i trząsał mną jak workiem ziemniaków. Krzyczałam głucho kiedy chłopak przeskakiwał między dachami a ja nagle widziałam ulicę pod nami, bałam się że mnie puści. Co nas goni? Czym jestem? Dlaczego moje ciało leży bezwładne trzy przecznice stąd na dachu budynku? Czemu mam skrzydła? I co zrobi mi moja matka jeżeli zostanę pożarta przez dużego, zielonego węża? Mogłam się nie budzić...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz