piątek, 20 maja 2016

#8 Make My Wish Come True!

Przetarłam czoło. Ugotowałam najlepsze spaghetti w całym moim życiu. Było idealne i jak im nie zasmakuje to sobie chyba wszystkie piórka powyrywam, przyrzekam. Sakura podała już do stołu a ścierałam blat w kuchni robiąc porządki. Chłopcy wrócili parę minut temu, nie mieli okazji mnie zobaczyć. Ściana oddziela kucnie od jadalni, a ja mimo niej czułam ekscytację czerwonowłosej
-I mówisz że robiłaś to po raz pierwszy?-wyczułam niepewność w głosie blondyna
Sakurako pokiwała głową energicznie aby to zobaczyć musiałam lekko wyściubić połowę twarzy zza ściany
-Nie mogła tego ugotować!-krzyknął nagle Kageko
-Czemu niby?!-uniosła się zirytowana i założyła ręce przed siebie
-To jest zbyt dobre-mruknął białowłosy z przebiegłym uśmiechem
Dziewczyna teatralnie jęknęła przykładając jedną dłoń do czoła a drugą na pierś gdzie znajdowało się jej aktualnie zranione serce. Po chwili dramaturgi pochyliła się nad stołem w stronę milczącego zielonookiego
-A ty co o tym myślisz Shu?-widziałam jej wielkie oczy
-Od dzisiaj nie wychodzisz z kuchni-mruknął nie zwracając na nią większej uwagi. Zakryłam dłonią usta i zachichotałam cicho aby nie zauważyli mnie
-O nie, tak dobrze to nie ma-widziałam jak w geście protestu macha im palcem-Pokaż się mój aniele!
Ze śmiechem wyszłam do nich i z przymrużonymi oczami pomachałam im
-Do twarzy ci w fartuchu-Kageko pokazał mi kciuk w górę
-Dziękuję-zaśmiałam się ale zaraz sobie coś przypomniałam-Jeszcze nie przedstawiłam się wam. Nazywam się Nahiro Shizuoka
-Shizu-chan zjesz z nami-zaproponował białowłosy ale ja widziałam sceptyczne spojrzenie blondyna
-Właściwie nie jestem głodna
Oczywiście ja nie mogę kłamać, mój brzuch jakby specjalnie chciał mnie skompromitować zaburczał głośno. Kageko i Sakurako zaśmiali się a ja spaliłam raka. Już po chwili siedziałam z nimi przy talerzu wypełnionym po brzegi. Sakura zaczęła rozmowę na temat pieniedzy
-Czyli spełniając życzenia ludzi w potrzebie za 5 yenów możecie uzbierać na taką świątynie?-w moim głosie wyczułam niedowierzanie. Przecież ja na ziemi normalnie znajduję 5 yenów a oni tak zarabiając na życie mają dom, który jest niewiele mniejszy od mojego!
-Yhym-pokiwał energicznie białowłosy
-Mogłabym mieć życzenie?-spytałam po chwili ciszy
-Jasne!-Sakurako wstała i podniosła mnie do pionu
Spojrzałam na Shu, który patrzył na mnie a w jego zwykle nieczułym wzroku mogłam się doszukać nutkę...zainteresowania?
-Chciałabym żeby był to nowy początek, chcę być razem z wami i o nigdy tego nie zapomnieć!
Shu podrzucił w górę moją monetę i spojrzał na mnie dużo łagodniej. Sakurako miała radosne ogniki w oczach a Kageko uśmiechnął się szeroko
-Twoje życzenie zostało wysłuchane

piątek, 13 maja 2016

#7 The New Start

Spojrzałam na nią ukradkiem. Dziewczyna zerknęła na mnie i uśmiechnęła się lekko. Odwzajemniłam to. Wyrwałam kawałek z mojego notesu i nabazgrałam na niej szybko parę zdań. Rzuciłam liścik na jej ławkę, kiedy surowa nauczycielka matematyki nie patrzyła. Jeszcze szybciej dostałam odpowiedź. Na przerwach nie rozmawiałam wiele z innymi. W końcu jestem nowa, oni już zdążyli stworzyć swoje grupki zaufanych osób i dla mnie po prostu nie było miejsca. A fakt że jestem uznawana za opętaną nie pomaga mi ani trochę. Hiyori zasnęła na wf-ie, ja godzinę później zsunęłam się z krzesła na podłogę podczas zajęć angielskiego. Reakcja nauczycielki była warta mdlenia. Na początku spojrzała na mnie jak na idiotkę, myślała pewnie że udaję. Zaraz jednak zaczęła się śmiać z pozy w której upadłam, następnie panikowała bo nie podnosiłam się. W okół mnie zrobiło się małe zamieszanie, a ja siedziałam na ławce z dłonią przyłożoną do skroni i narzekałam na cały świat
-O Boże ja ją zabiłam angielskim!-krzyknęła nauczycielka a po jej pomalowanej twarzy stoczył się wodospad łez
Zrozpaczona upadła na kolana i szlochała dopóki ktoś nie zaniósł mojego bezwładnego ciała do pielęgniarki. Wyszłam przez otwarte na końcu klasy okno, nie widziałam sensu tam zostawać. Skakałam sobie po dachach śmiejąc się i tańcząc co chwila na liniach wysokiego napięcia
-Aniołku co tutaj robisz?-usłyszałam Sakurę kiedy przechadzałam się w parku
-Wyszłam z ciała, później przez okno i tak sobie latam w te i we w te
-Możesz latać na tych skrzydłach?-spytała przejeżdżając dłonią po niektórych piórach na co wzdrygnęłam się, to łaskotało
-Nie bardzo, mogę na nich szybować ale nie na długo-machnęłam lekceważąco ręką
-Jak papierowy samolot?-porównała
-Dokładnie, a ty co tu robisz?-zmieniłam temat rozmowy bojąc się że dziewczyna zacznie badać strukturę budowy moich skrzydeł, chyba bym umarła ze śmiechu przy tym
-Idę na zakupy, Shu zażyczył sobie spaghetti na obiad-wywróciła z irytacją oczami-Ja nawet nie wiem co to jest dokładnie!
-Umiem gotować-uśmiechnęłam się-Mogłabym ci pomóc jeśli tylko chcesz
-Jasne!-klasnęła wykonując taniec zwycięstwa-To przyjdź po szkole do świątyni nad jeziorem!
-Będę na pewno!-spojrzałam na wyświetlacz telefonu i westchnęłam-Muszę już wracać!
-Bay!-posłała mi buziaka w powietrzu
Odmachałam jej szybko i wróciłam do budynku, gdzie udało mi się wejść do ciała. Poszłam na japoński i po krótkiej rozmowie z nauczycielem mogłam iść do domu. Poinformowałam mamę że wrócę później pod pretekstem wyjścia do znajomej. Kobieta nawet nie pytała kto to jest, lubiłam to w mojej mamie. Znalazłam się pod zadbaną świątynią nie różniącą się niczym od zwykłego piętrowego domu. Sakurako zaprosiła mnie do środka i poprowadziła mnie do kuchni
-Gnojki są na mieście, wrócą za pół godziny-skinęłam jej i zakasałam rękawy
Zawiązałam fartuch po czym wzięłam się do pracy

wtorek, 3 maja 2016

#6 I Met God Of Hope

-Czyli dobrze wszystko zrozumiałam?-spytałam kiedy zamilkł po całych tłumaczeniach-Jesteś bogiem Stworami były Ayakashi-złe duchy, które są ukryte w martwym polu wzroku człowieka, a ty razem ze swoimi shinki masz za zadanie się ich pozbywać. Moja dusza wycieka i układa się w kształt skrzydeł tylko dlatego bo chciałam cię uratować?
-Dokładnie-skinął mi Shu
-Całkiem bystra jesteś!-pochwaliła mnie czerwonowłosa
-Nie interesuje cię jak wrócić do normalnej formy?-spytał ze zmarszczonymi brwiami białowłosy
-Nie specjalnie-wzruszyłam z rozbawieniem ramionami-Moje życie jest strasznie nudne, więc trochę dziwactw mi nie zaszkodzi
Poczułam wibracje w kieszeni a odgłos irytującego dzwonka wwiercał mi się w mózg. Wyciągnęłam komórkę a na wyświetlaczu zobaczyłam uśmiechniętą twarz mojej rodzicielki
-O cholera-zaklęłam i przesunęłam palcem po ekranie-...ttak mamo...wszystko w porządku...nie, po prostu zasiedziałam się nad rzeką...tak, tak już wracam!
Z westchnieniem rozłączyłam się. Z jednej strony było mi wstyd, że musiałam okłamać moją mamę ale z drugiej strony przecież nie mogę jej powiedzieć że uciekałam przed złymi duchami, jako pół duch, z bogiem nadziei. Od razu wysłałaby mnie do psychiatry lub wariatkowa
-Jutro idę do nowej szkoły!-pisnęłam podekscytowana po chwili, nie miałam dużo znajomych więc ta trójka była jedynymi osobami, którym mogłam się wygadać
-Wyrwij kogoś laska!-Saku klepnęła mnie w tyłek
-My zawracamy-Kageko pomachał do mnie i razem z Sakurako poszli we wspólnym kierunku
-Odprowadzę cię
Shu schował dłonie w kieszeniach kurtki i zszedł pierwszy z dachu. Niestety moje kalectwo dało o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie. Poślizgnęłam się i wpadłam w jego ramiona, na dodatek zapatrzyłam się w jego oczy więc już od razu ma mnie za wariatkę. A moje serce biło jak młot, modliłam się w duchu żeby on go nie usłyszał
-Wszystko w porządku?
-Tak
Odchrząknęłam zmuszając się spojrzeć w innym kierunku. Dałabym sobie rękę uciąć że moje policzki były czerwieńsze niż krew. Chwyciłam go pod ramię, czym on za bardzo się nie przejął, więc lekko się w niego wtuliłam
-Zimno ci?-spytał z obojętnością i brakiem uczuć w głosie
-Nie przejmuj się mną!-zaprzeczyłam nagle odsuwając się od niego
-Zimno ci czy nie?-spytał ponownie tym razem stanowczo
-Trochę
Mruknęłam cicho. W końcu wieczorem jest zimniej niż po południu a moja cienka bluzeczka nie działała ogrzewająco. Chłopak ściągnął swój płaszcz i narzucił mi go na ramiona
-Dalej ci zimno?
Spytał kiedy ponownie wtuliłam się w jego ramię. Shu pięknie pachniał, herbatom i książkami
-Nie specjalnie-uśmiechnęłam się z rumieńcem

#5 Tell Me The Truth!

-Sakuraki!
Krzyknął w momencie gdy bariera pękła. Dziewczyna znikła, jasne światło mignęło mi przed oczami a potwory zaczęły się zbliżać. Zamknęłam oczy i zacisnęłam dłonie w pięści. Usłyszałam odgłosy strzałów, Shu miał pistolet? Podniosłam powieki aby zobaczyć boga strzelającego do stworów w okół mnie. Po chwili nie było żadnego. Shu wylądował obok mnie, bo jego walka toczyła się w powietrzu. Odsunęłam się odruchowo szybko w tył wciąż siedząc. Oczy miałam jak pięciozłotówki a szczękę mogłam zbierać z podłogi
-Sakurako! Kageko!
Pistolet zmienił się w jasne światło a później w czerwonowłosą dziewczynę. Miecz natomiast zmienił się w chłopaka, niewiele starszego niż ja. Miał białe przydłużże włosy i niebieskie oczy. Miał zwyczajną białą bluzkę i ciemne spodnie. Na nogach miał czerwone trampki, a policzki miał przykryte plastrami. Patrzył na mnie z widocznym zmartwieniem
-Kim ty do cholery jesteś?!-krzyknęłam w stronę Shu wstając niezgrabnie na własne nogi i odsuwając się jeszcze dalej
-Mówiłem ci już-mruknął wzruszając ramionami z obojętną miną
-Doktorze-zaczęłam do telefonu spoglądając na nich z ukosa-Tak, to ja. Chyba oszalałam. Jest tu ten chłopa~
-Czekaj!-krzyknął machając rękami
-Powiedz mi prawdę-rzekłam stanowczo chowając telefon do kieszeni spodni i podchodząc bliżej-Kim jesteś, o co tu chodzi, co mi się stało, kim są oni i czym były te potwory?
-Ej laska wyluzuj-machnęła ręką złotooka-A ty Shu lepiej się ogarnij, z pod prysznica mnie wyciągnąłeś!
-Dziękuje za ratunek-ukłoniłam się lekko w stronę kobiety. Posłała mi ciepły uśmiech
-Gdzie zostawiłaś ciało?
-Hę?-spojrzałam na moje złożone skrzydła i uderzyłam się otwartą ręką w czoło-Na drugim końcu miasta, idę po nie i spotk~
-Idziemy z tobą-powiedział białowłosy a Shu spojrzał na niego jak na idiotę
-Ayakashi już wyszły, to wygląda jak burza-dziewczyna stojąc na krawędzi budynku wskazała na wielką czarną chmurę na obrzeżach miasta-A ten aniołek musi przejść połowę miasta, chcesz ją mieć na sumieniu Shu?
-Niech będzie
Burknął i zaczęliśmy skakać po dachach aż do wieżowca, z którego spadłam tamtego feralnego dnia. Szybko weszłam w swoje ciało i czym prędzej wstałam z zimnej ziemi. Otrzepałam się z brudu i podeszłam pewna siebie do trójki czekającej na mnie
-Powiedz mi prawdę-spojrzałam mu w oczy a on widocznie się zawahał
-Jestem bogiem-zaczął
-Ha chyba podrzędnym bóstwem, mamy szczęście że w końcu uzbierałeś na tą świątynie!-prychnęła czerwonowłosa bawiąc się swoimi włosami
-Hej, Shu ciężko pracuję więc choć raz okaż mu należny szacunek. To przecież bóg nadziei i wojen!-bronił go niebieskooki






 | Kageko |

niedziela, 1 maja 2016

#4 Who Are You?!

-Postaw mnie na ziemię!-pisnęłam widząc jak stwór zaprasza na posiłek inne
Shu odłożył mnie delikatnie i chwycił moje ramię, spojrzał mi głęboko w oczy
-Jak wyrwą ci skrzydła umrzesz-ostrzegł a przez przez powagę w jego głosie po kręgosłupie przeszedł mi dreszcz-Schowaj je jakoś
Umiałam nimi poruszać, więc wystarczyła jedynie chwila abym załapała jak złożyć je. Jeden z potworów chciał nas zgnieść jedną z licznych macek. Szybko chwyciłam Shu za dłoń i pociągnęłam za sobą. Stwory siedziały nam na ogonie więc nie myśląc wiele skręciłam w najbliższą uliczkę przy okazji wybiegliśmy na ulicę pełną aut. Mimo to ludzie dawali się nas nie widzieć. Na dworze było już ciemno, latarnie i reflektory aut oraz neonowe reklamy sklepów oświetlały nam drogę. Biegliśmy po pasie oddzielającym jedną część jezdni od drugiej. W końcu jestem wolna, ludzi nie patrzą na mnie, nie oceniają. Zaczęłam się śmiać. To wszystko było super!
-Z czego się śmiejesz?!-warknął chłopak-Zaraz zginiemy!
-No wiem!-krzyknęłam z uśmiechem wciąż trzymając jego dłoń-Ale to sto razy lepsze niż moje normalne życie!
Blondyn spojrzał na mnie jak na idiotkę. Po chwili poczułam jak chwyta mocniej moją dłoń i przyciąga mnie nagle do siebie, przez co niemal wskoczyłam mu w ramiona. Kiedy trzymał mnie jak pannę młodą moje policzki były czerwieńsze niż rak, przysięgam. Podskoczył wybijając się głównie z nóg i znaleźliśmy się na wysokości dachów
-A to, to już w ogóle kosmos!-krzyknęłam radośnie wyrzucając ręce w górę
-Bo spadniesz!
Zganił mnie przez co objęłam jego szyję. Mogłam rozejrzeć się przez parę sekund. Byliśmy w okolicy centrum, w miejscu gdzie jest najwięcej klubów i jak na razie najwięcej potworów
-Ich jest więcej!-pisnęłam przerażona lekko wtulając się w tors chłopaka
-Nie ruszaj się stąd-posadził mnie lekko na dachu jakiegoś z budynków-Kageki!
Błysk światła przeleciał mi przed oczami a później w ręce chłopaka znalazł się miecz z czerwonym ostrzem. Otworzyłam ze zdziwienia usta, co to ma być?! Skąd on to wytrzasnął?! Ruszył na potwory i większa część zniknęła po paru chwilach i krzykach chłopaka, z których nie zrozumiałam więcej jak to że je zniszczy. Usłyszałam jednak przeraźliwy ryk jednego ze stworów, który jednak został aby mnie pożreć. Zakryłam rękami twarz, jakby miało mi to coś pomóc
-Nie ma mowy!-usłyszałam damski krzyk
 W okół nas utworzyło się coś w stylu bariery, przez którą te potwory nie mogą się przebić. Wygięłam szyję w tył. Nade mną stała młoda, czerwonowłosa dziewczyna ze złotymi oczami i pokaźnym biustem. Miała na sobie stanik, luźne dresowe spodnie a na stopach trampki. Jej mokre włosy przykleiły się jej do czoła, ramion i pleców
-Szybciej Shu!-krzyknęła marszcząc brwi
Widziałam jak bariera robiła się coraz słabsza, potworów było za dużo...





| Shu z orężem |



| Sakurako |

#3 Hę?!

Spacery były jednym z wielu zaleceń doktora Utake, były nim również drzemki, leki, ćwiczenia, itp. Tyle tego było ponieważ niepokoiła go moja odpowiedź odnośnie wypadku. Ale ja mimo wszystkiego upierałam się, że ten chłopak tam był...chyba. Teraz niczego nie jestem pewna. Ale no przecież nie rzuciłabym się z wieżowca no! No hej, byłam u Hany i...no kurde! On tam był i muszę go znaleźć bo chyba doktor Utake zamknie mnie w psychiatryku! Tylko jak? Chyba wiem... Kiedy tylko naszła mnie myśl zawróciłam i biegiem ruszyłam w stronę bloku przyjaciółki. Wpadłam do klatki i nawet nie czekałam na windę. Schodami weszłam na 15 piętro i udało mi się nie zgubić ciała, (od mojego zmartwychwstania zdarzyło się to dwa razy) szybko więc wpadłam na dach. Stanęłam na krawędzi i przyłożyłam dłonie do ust aby dźwięk rozszedł się dalej i był głośniejszy
-Panie Shu!!!!
Ryknęłam najgłośniej jak umiałam, po czym cofnęłam się od krawędzi. Oparłam dłonie na kolanach i zaczęłam dyszeć. Jednak mogłam zaczekać na windę, umiałabym teraz złapać normalnie oddech
-No i czego się tak drzesz?-usłyszałam głos chłopaka po mojej lewej-Wiesz, że znowu wyszłaś poza ciało?
Spojrzałam za jego wzrokiem. Rzeczywiście, leżałam jak gdyby nigdy nic i spałam. Podeszłam do ciała i chciałam dotknąć moich włosów ale przeszłam przez skórę niczym duch, nawet jej nie czując
-Czym jestem?-spytałam z lekkim wyrzutem chłopaka, bo to przecież częściowo też jego wina
-JeDZonKO-przerażający głos niemal syknął mi w uchu
Odruchowo odskoczyłam robiąc salto. Duży zielony stwór przypominający węża patrzył na mnie swoimi licznymi oczami. Przerażenie i adrenalina zrobiły swoje więc kiedy potwór chciał mnie złapać, zrobiłam unik i ruszyłam na niego. Kopnęłam go między oczy a ten odleciał na paręnaście metrów. Ten stan jest świetny! Jakbym nic nie ważyła i do tego jestem zwinniejsza i szybsza! Potwór jednak szybko się pozbierał a ja poczułam obce ręce na biodrach. Shu przerzucił mnie sobie przez ramię i zeskoczył. Miałam więc doskonały widok na coś co za nami ruszyło i zbliżało się co trochę. Shu zrezygnował z delikatności i trząsał mną jak workiem ziemniaków. Krzyczałam głucho kiedy chłopak przeskakiwał między dachami a ja nagle widziałam ulicę pod nami, bałam się że mnie puści. Co nas goni? Czym jestem? Dlaczego moje ciało leży bezwładne trzy przecznice stąd na dachu budynku? Czemu mam skrzydła? I co zrobi mi moja matka jeżeli zostanę pożarta przez dużego, zielonego węża? Mogłam się nie budzić...

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

#2 The Normal Girl?

-To niemożliwe-powiedział cicho lekarz po pierwszych badaniach, które od razu zaczęto mi wykonywać
-Co takiego?-spytał właśnie doktor Utake, lekarz prowadzący, który się mną zajmował
-Żadnych obrażeń
Wszyscy zamilkli, nawet ja która do teraz się nie odzywała starałam się ciszej oddychać. Jedynym dźwiękiem który zakłócał niezmąconą ciszę było przebieranie moimi nogami w powietrzu. Doktor Utake odchrząknął i spojrzał na mnie ściągając okulary, podniosłam na niego wzrok
-Jak się nazywasz, ile masz lat i co się stało?-spytał dotykając lekko mojego ramienia
-Nazywam się Nahiro Shizuoka, za miesiąc skończę 16 lat i brałam udział w wypadku-powiedziałam cicho spuszczając głowę, wolałam patrzeć w podłogę niż na tych wszystkich lekarzy
-Jakim?
-Chłopak chciał skoczyć z budynku, pociągnęłam go w drugą stronę, później zemdlałam
Powiedziałam trochę śmielej, bo w końcu nie kłamałam, tak było
-Nie do końca-westchnął pocierając skronie, po czym ubrał ponownie okulary-Ludzie mówią że po prostu spadłaś, nie było tam żadnego chłopaka
Zamurowało mnie...On na pewno tam był! Bo był, prawda?
<Tydzień później>
-To cud-rozpromienił się doktor Utake patrząc na mnie-Całe szczęście, że żyjesz!
Poprawiłam kurtkę przewieszoną na ręce, stałam tak od paru minut czekając na wypis. Doktor podał mi plik kartek. Skinęłam mu w geście podziękowania
-Do widzenia doktorze-uśmiechnęłam się stając w drzwiach po całym tygodniu męczących badań
-Powodzenia Shizu
Nacisnęłam klamkę i wyszłam, pielęgniarka odprowadziła mnie na dwór. Czekała tam na mnie matka, która od razu zamknęła mnie w mocnym uścisku
-Dobrze wyglądasz Shizuś-stwierdziła oglądając mnie z każdej strony
-I dobrze się czuje!
Tata, który wyszedł z samochodu objął mnie mocniej niż mama i wsadził moją torbę do bagażnika. Do domu jechaliśmy paręnaście minut, podczas których opowiadałam im co się ze mną działo po moim "zmartwychwstaniu". Pod naszą bramą stały wazony z kwiatami, moje zdjęcia w ramkach, świeczki i maskotki. Uśmiechnęłam się chwytając białego zająca z oczami na pół twarzy. W domu unosił się dobrze mi znany zapach konwalii. Szybko ruszyłam do swojego pokoju i po szybkim ogarnięciu go wzrokiem mogłam stwierdzić, że nic się nie zmieniło. Pastelowe ściany z plakatami wciąż były pastelowymi ścianami z plakatami a książki rozwalone po pokoju wciąż były tylko podkładkami pod kubki
-Bałam się tu czegoś dotykać-usłyszałam za sobą głos matki, opierała się o framugę-Chociaż straszny tu syf
Dopiero teraz zauważyłam błyszczące łzy w jej ochach i uśmiech na twarzy. Przytuliłam lekko kobietę a ona wyszła pod pretekstem kolacji, chociaż wiedziałam że idzie się wypłakać. Zaśmiałam się cicho na jej postawę i zabrałam się za sprzątanie



 | Shizuoka Nahiro |

#1 Ghost

Kim jestem? Żyję? Dlaczego ludzie są tacy smutni? Kim oni w ogóle są? Dlaczego płaczą? Gdzie ja jestem? Co się stało?!
Zauważam dziewczynę na łóżku szpitalnym. Ma niemal białą cerę, jest strasznie blada a z mojego punktu położenia wydaje się nawet bezbarwna. Ma blond włosy, do pasa, podwijane na końcach. Nie błyszczą się. Są matowe i sztywne. Chcę zobaczyć jej skryte pod powiekami oczy. Podchodzę bliżej, chyba śpi, ale podłużna kreska na monitorze mówi mi że ona nie śpi, ona nie żyje. W moich oczach zbierają się łzy, mimo że nawet nie wiem kim ona jest
-To ty
Słyszę za sobą, odwracam się przestraszona jego nagłym pojawieniem. Co gorsza on odpowiedział mi na pytanie, którego nigdy nie powiedziałam. Chłopak jest trochę starszy niż ja, ma zielone jak kot oczy i blond włosy. Ciemniejsze niż martwej dziewczyny i kobiety stojącej przy łóżku
-Kim jesteś?-pytam nieufnie
-Mam na imię Shu i jestem bogiem
Nie wiem czemu ale wierzę mu. Podszedł do mnie i ujął moją twarz w dłonie, nim się spostrzegłam zostawił krótki pocałunek na moim czole, zaraz po tym wyszedł. Chyba zemdlałam. Wspomnienia, było ich tak dużo. Przelatywały mi przed oczami niczym klatki filmu. Im bliżej światła szłam słyszałam coraz więcej odgłosów ze scenek. Radosne krzyki i śmiech, rozmowy, smutne jęki i widok uśmiechu na ustach wszystkich którzy byli w około. Uczucie przerażenia ogarniało mnie coraz bardziej kiedy światło, do którego zmierzałam nagle się powiększyło i pochłonęło zarówno wspomnienia jak i mnie. Otworzyłam oczy, byłam w jakiejś sali, było tu zimno. Spuściłam nogi z metalowego łóżka, miałam na sobie szpitalny strój, który sięgał za kolano. Wyciągnęłam przed siebie dłoń, uśmiechnęłam się kiedy zaczęła odzyskiwać kolory. Zeskoczyłam z łóżka i pisnęłam głucho gdy moje bose stopy spotkały się z lodowatą posadzką. Podeszłam do jedynych drzwi, były otwarte. Z lękiem i niepokojem wyszłam na korytarz, dopiero tam była jakaś żywa dusza. Właściwie grupki lekarzy, którzy rozmawiali w skupieniu
-Doktorze!-krzyknęła jedna z pielęgniarek podbiegając do mnie
W jednej chwili, w okół mnie zebrało się wiele ludzi. Chorda zdziwionych lekarzy. Posadzili mnie na wózek a na ramiona położyli koc, od razu zrobiło mi się cieplej
-Witamy ponownie wśród żywych
Powiedział lekarz prowadzący a ja wiedziałam że to dopiero początek tego całego bałaganu






| Shu |

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

#0 The Beginning

Wypadłam z mieszkania przyjaciółki jak dzika. Śpieszyłam się, byłam niemal spóźniona. Matka mnie zabije, pomyślałam. Chwyciłam się poręczy schodów i zaczęłam po nich zbiegać. Ktoś mnie mijał, odruchowo spojrzałam w lewo. Świat zwolnił, jego intensywne zielone oczy wpatrywały się w moje. Blond kosmyki opadały na jego twarz, aż miałam ochotę je odgarnąć. Były ciemniejsze niż moje porównywalne do platynowego blondu, jego wyglądały na miodowy karmel. Zauroczył mnie ten chłopak, który na oko był może dwa lata starszy niż ja. Nie mogłam w nieskończoność się w niego wgapiać, odwróciłam wzrok i poleciałam dalej po schodach, jednak spojrzałam na niego ostatni raz, szedł w stronę wejścia na dach.  I dopiero kiedy byłam piętro niżej zaczęłam myśleć. On szedł na dach wysokiego budynku, gdzie na dole jest trawnik, chodnik i ulica. Na tym dachu, jeszcze zanim się urodziłam młody chłopak popełnił samobójstwo. Przeklinając w duchu na moją chęć ratowania ludzkiego życia zawróciłam i puściłam się szaleńczym biegiem z powrotem na górę. Niemal jak burza wpadłam na dach. Mimo, że odległość którą przebyłam nie była jakaś wielka, to ja dyszałam. On stał na krawędzi i wyglądał jak król świata
-Nie rób tego!
Krzyknęłam i chwyciłam go za bluzę, pociągnęłam go w drugą stronę. Poślizgnęłam się ale udało mi się złapać równowagę. Upadłam na kolana koło chłopaka
-Czyś ty zwariował?!-zaczęłam, byłam zła-Wiesz, że mogłeś stracić życie?
-Ja to bym się raczej martwił o twoją wyciekającą duszę-wskazał moje plecy
-Hę?-spojrzałam za jego śladem i przeraziłam się-Co to jest do cholery?!
Krzyczałam kręcąc się w kółko i  skacząc jak pies goniący swój ogon. Otóż na plecach miałam parę skrzydeł, niebieskawo białych. Kto na moim miejscu by nie ześwirował?!
-To nie wszystko-powiedział wychylając się z krawędzi bloku
Podeszłam do niego pełna obaw, nie wiedziałam co mogę zobaczyć. Ale tego to się nie spodziewałam. Na trawie leżała dziewczyna. Kucnęłam na krawędzi a ciemność ogarnęła mój umysł. Kim do cholery był ten chłopak?!

Comeback!

Cześć! Jak widzicie po tytule tego posta, wracam tutaj! Alę nie mam zamiaru kończyć tego co zaczęłam, bo marnie mi to wychodzi. A z tego że ja bez ciągłej serii żyć nie umiem postaram się was zaciekawić moim nowym pomysłem! Będzie całkowity inny od poprzedniego! Właściwie nie będzie miał z poprzednią serią nic wspólnego! Jeszcze dzisiaj wrzucę wam coś w rodzaju prologu! Mam nadzieję że ktoś tu jeszcze zagląda...Aha i od razu mówię-zero regularności między wrzucanymi notkami! Nie jest to mój główny blog więc jest to coś gdzie mogę się rozpisać i od razu przepraszam za wszystkie błędy jakie zobaczycie!

poniedziałek, 22 lutego 2016

11. Trening!

Znów skończyłam pomagać Bishamon wcześniej i od razu udałam się do ogrodów. W tym samym miejscu co wczoraj czekał na mnie Kazuma
-Więc jak mogę stać się lepszym orężem?-spytałam już na wejściu, bez przywitania się z nim inaczej niż szerokim uśmiechem
-Nauczę cię robić granicę oraz uniemożliwiać innym orężom ruch-wytłumaczył-O ile poznasz ich imiona
Pomyślałam nad tym trochę i do głowy wpadły mi Nory. Nie mają jednego imienia, mają ich wiele i nie bardzo wiedziałam jak to na nie działa
-A Nory?-spytałam przykładając palec do brody-Co z nimi?
-Sprytna jesteś-pochwalił mnie-A teraz nie gadaj i skup się
Wypowiedział moje imię a ja nie mogłam się ruszyć. Próbowałam się szarpać i uwolnić z tego na własną rękę ale nic z tego. Dopiero kiedy to odwołał potrafiłam się znów ruszać, jednak przez to że szarpałam się w momencie, którym mnie uwalniał poleciałam na trawę i zamortyzowałam upadek tylko dłońmi
-Teraz ty spróbuj
Wstałam szybko i skupiłam się najbardziej jak potrafiłam. Jak można było się spodziewać, nie wyszło mi. Za drugim razem rezultat był marny
-niePomyśl że ktoś chce skrzywdzić Yato!
To jakoś zmotywowało i uruchomiło moją wyobraźnie. Machnęłam na niego ręką i krzyknęłam jego imię z zamkniętymi oczami. Otworzyłam je i myślałam że znowu mi nie wyszło, jaka była moja radość kiedy Kazuma nie mógł się ruszyć! Aż podskoczyłam i piszczałam jak dziecko!
-Dobrze!-uśmiechnął się-A teraz mnie uwolnij!
-Gomene-odwzajemniłam uśmiech niewinnie. Jednak on szybko mnie unieruchomił-Ej!
-Masz być czujna zawsze i wszędzie-uwolnił mnie i znów przez moje nieudolne próby prawie się wywróciłam, ale udało mi się zachować równowagę-Będziemy to ćwiczyć dopóki nie będziesz miała tego opanowanego do perfekcji, wtedy nauczę cię czegoś nowego
Skinęłam i wyprostowałam się. Spojrzałam na godzinę i omal się nie wywróciłam
-O ja cię!-krzyknęłam-Muszę już iść! Do jutra Kazuma!
-Mune zaczekaj!-zatrzymałam się i zobaczyłam Bishamon
-Coś się stało Bishamon-sama?-pewnie coś źle położyłam, albo coś jej zalałam kawą albo źle poukładałam. Na pewno chce mnie zwolnić!-Pewnie coś źle zrobiłam! Tak strasznie przepraszam!
-Co? Nie!-zaśmiała się a mi ulżyło-Dzięki twojej pomocy jestem do przodu z papierami, chcę ci dać jutro dodatkowy dzień wolnego
-Dziękuje Bishamon-sama! To do pojutrza!-krzyknęłam machając do niej bo już kierowałam się do wyjścia
-Jutro cię odwiedzimy!-krzyknęła jeszcze zanim zdążyłam opuścić jej teren

-Venna nie masz nic przeciwko jej treningom?-spytał mnie Kazuma kiedy Mune zniknęła z pola naszego widzenia
-Nie, zależy jej żeby nie być bezużyteczną-odpowiedziałam odwracając się w stronę domu-Ucz ją dalej może stwierdzi że u nas jest lepiej. Wtedy trafi do najczęściej używanych oręży
-Czuć jej talen, myślisz że nie sprawi problemów?
-Sprawi...

środa, 27 stycznia 2016

10. Rozmowa z Kazumą

-Chciałabym żebyś pomagała mi tu w biurze przy dokumentach-skinęłam na znak zgody-Będziesz mi je sortować, układać, chować no i jeszcze parę drobnostek typu stawianie pieczątek czy ogarnięcie biurka-gestykulowała z każdym nowym słowem wypowiedzianym z jej ust-W porządku?
-Jak najbardziej, dam z siebie wszystko!-zapewniłam z zawziętą miną
-Liczę na owocną współpracę-uśmiechnęła się miło-Na początek posortujesz mi tamtą kupkę na 'do przeczytania' i 'do podpisania'
Siadłam na podłodze przy sporym stosie dokumentów i już po par minutach wszystko było gotowę. Wzięłam jeden stos w rękę i podniosłam się z ziemi
-Gdzie to odłożyć?-spytałam walcząc z grawitacją
-Na parapecie jest przegroda na te i na te-zdziwiła się tempem mojej pracy-Później zrób to samo z resztą
-Hai!-powiedziałam odkładając drugi, mniejszy stos do odpowiedniej przegrody
Chciałam zadziwiać Bishamon jak dobrym orężem potrafię być, chciałabym żeby kiedyś powiedziała do mojego boga: "Yato, wspaniałość twoich oręży sprawiła że cię podziwiam". Przez godzinę przesortowałam tysiące kartek i plecy zaczęły mnie boleć. Wstałam i przeciągnęłam a  w plecach coś mi trzasnęło, Bishamon uśmiechnęła się lekko i przywoła mnie ruchem ręki. Podeszłam do jej biurka i stanęłam koło niej za fotelem. Wskazała oczami spory stos dokumentów piętrzące się niemal pod sam sufit
-Mogłabyś mi jej teraz podawać?
-Hai-wystawiła dłoń a ja podałam jej pierwszą kartkę
Przez kolejne dwie godziny kontynuowałam tą żmudną pracę. Bishamonten podbijała pieczątki na każdej z kartek i odkładała je na bok. Kiedy Bishamonten wstała od biurka i poszła usiąść na kanapę ja posortowałam dokumenty i odłożyłam je na wskazane miejsca. Kiedy to skończyłam usłyszałam skrzyp drzwi
-Hej Mune!-odwróciłam się do kobiety-Zjesz z nami obiad?
Uśmiechnęłam się promienie i skinęłam energicznie. Podbiegłam do niej i ruszyłam krok za nią w stronę stołówki, gdzie usiadłam wraz z jej orężami
-Smacznego!-krzyknęłam żeby każdy usłyszał i zjadłam szybkoaby pomóc pozbierać talerze od wszystkich
Wykonałam jeszcze szybko kilka prac zadanych przez Bishamon w czym było przyniesienie jej kawy. W tedy dowiedziałam się że jestem jej asystentką, taką jakie są w tych wielkich korporacjach. Uwinęłam się z pracą szybciej niż sama przypuszczałam czym zdziwiłam Bishamonten
-W takim razie posprzątaj mi na biurku i jesteś wolna-powiedziała kierując się w stronę wyjścia-Mune jeżeli chcesz możesz z nami jeszcze zostać
-Dziękuję Bishamon-sama!-uśmiechnęłam się nie przerywając pracy
czyściłam miejsce pracy jednego z bogów szczęścia dokładnie. kiedy tylko stwierdziłam, że zrobiłam to dobrze a efekt mnie zadowala wybiegłam czym prędzej w stronę ogrodu. Czekał tam na mnie Kazuma
-Już jesteś?-spojrzał na zegar, który był na jednej z wieży-Wcześnie skończyłaś
-Przygotowałeś się psychicznie na moje pytania?-zaśmiałam się a on mi skinął z uśmiechem-Co jest największą hańbą dla oręża?
-Dla mnie jest to zostanie Norą-poprawił okulary
-Norą?
-Jest to oręż, który służy pod różnymi imionami dla wielu bogów-powiedział a mnie przeszły ciarki po plecach
-Czy oręż może się odrodzić?-spytałam z nutką nadzieji
-Nie-odpowiedział stanowczo-jak umiera to umiera
-Oh, myślałam że skoro bogowie są bez nas bezradni to my też możemy się odradzać-podrapałam się po karku odwracając wzrok w ziemię
-Niestety nie, wciąż jesteśmy tylko narzędziami w rękach bogów
-Myślisz strasznie przedmiotowo, wiesz?-uśmiechnęłam się-Co jeżeli bóg nie chce już doanego oręża?
-Może go uwolnić-gestykulował-Wymaże jego imię, przez co inny bóg może go przygarnąć bez zostawania Norą
-Da się przymusowo nazwać oręż i zrobić z niego Norę?-spytałam z czystej ciekawości
-Tak-zdziwiłam się-Za pierwszym razem miałaś wpływ na to że Yato nadaje ci imię?-zaprzeczyłam ruchem głowy-Tak samo może być za każdym razem
-Jak tego uniknąć?-to już nie było z ciekawości, to chciałam wiedzieć
-To zadanie twojego pana, przeciwko bogu jesteś bezradna
-Czy możliwe jest że oręż zacznie zmieniać się w złego ducha?-skinął-Co wtedy robić?
-Musi przejść oczyszczanie
-Na czym ono polega?-drążyłam temat
-Potrzeba do niego trzech, innych, doświadczonych shinki, którym musisz wyznać swoje grzechy-wytłumaczył-Jest to jednak ostateczność, ponieważ kara boska może być bardzo bolesna, spytaj później Yukine
-On przeszedł oczyszczanie?-zdziwiłam się
-Prawie zabił Yato swoimi grzechami
-W takim razie co ja mam robić jako drugi oręż?-zacisnęłam pięści
-Możesz wciąż pomagać swojemu panu
-Jak?-podniosłam nagle głowę w górę patrząc na chłopaka, zerwał się lekki wiatr, który porwał moje kosmyki
-Wciąż możesz rosnąć w siłę i stawać się lepszym orężem
-Jak mam to zrobić?
-Pokaże ci jutro-skinęłam z lekkim uśmiechem
-Wię do jutra Kazuma!-uśmiechnęłam sie wciaż stając na przeciwko niego
-Do jutra Mune-uśmiechnął się a ja poszłam spokojnie w stronę wyjścia z terenu Bishamonten

poniedziałek, 25 stycznia 2016

9. Praca

Jak się okazało moja praca zależała od Bishamonten. Miałam pracować u niej jako pomoc domowa. Idealnie! I mówię to całkowicie bez sarkazmu, tylko to dobrze umiem robić. Wyszłam specjalnie wcześniej z domu, nie chciałam się spóźnić. Jednak zanim opuściłam świątynie Kofuku przygotowałam kawę dla Daikoku oraz talerz kanapek dla samej bogini, oboje nie spali. Przy okazji dowiedziałam się gdzie uczy się Hiyori oraz jak wygląda praca Yato. Kiedy wchodziłam na teren Bishamonten byłam zdeterminowana i gotowa do pracy. Mimo że byłam tu już drugi raz, zachwyciła mnie ponownie wielkość jej świątyni. Już po samym wejściu zobaczyłam niezliczoną ilość oręży. Podeszłam do dwójki bliźniaków, dziewczynki i chłopaka wyglądali na bardzo młodych. Schyliłam się żeby lepiej usłyszeli. Uśmiechnęłam się i zaczęłam mówić
-Szukam Bishamon-sama, moglibyście mi pomóc?
-Jesteś naszą nową siostrą?-zdziwiłam się na to pytanie jednak znów uśmiechnęłam się
-Nie, jestem tutaj żeby pracować
-Nie należysz do rodziny?-pokręciłam przecząco głową
-Mune-san?-odwróciłam się i zobaczyłam najświętszy oręż Bishy-Chodź, Bishamon-sama już na ciebie czeka
-To paaa-pomachałm bliźniakom podbiegając do Kazumy, one odmachały mi z wielkimi uśmiechami
-Kazuma-san, nie wiesz czym będę się zajmować?-spytałam krocząc koło niego z rękami splecionymi za plecami
-Wiem, jednak Bishamonten chciała ci to wytłumaczyć osobiście
-A więc to tak-powiedziałam i spojrzałam na piękne niebo-Już od dawna jesteś orężem Bishamon-sama?
-Tak
-Mogę cię o coś spytać?-skinął więc zaczęłam-Jaka jest rola oręży?
-Mamy im pomagać w pozbywaniu się Ayakashi, bez nas są bezsilni
-Naprawdę?-zdziwiłam się, nie wiedziałam ze aż tak jesteśmy potrzebni bogom
-To tak jakbyś szła na wojnę bez pistoletu-skinęłam próbując przypomnieć sobie czym była wojna-Jest to pozbawione sensu. Nas nie da się skazić w inny sposób niż kiedy bóg nas używa podczas gdy sam jest skażony
-Rozumiem-uśmiechnęłam się delikatnie-Czyli bogowie bez nas nie przeżyli i byliby nikim
-Dokładnie-skinął mi-masz jeszcze jakiś pytania?
-Mnóstwo-zaśmiałam się-Ale najpierw praca, jednak później nie uwolnisz się od moich pytań
Z uśmiechem wpuścił mnie do gabinetu Bishamon
-Dzień dobry Bishamon-sama-przywitałam się miło
-Witaj Mune-usiadła na swoim biurku-Wiesz po co tu jesteś?
-Mam pracować-powiedziałam nieśmiało-Jednak nie wiem na czym moja praca ma dokładnie polegać...

sobota, 23 stycznia 2016

8. Karmel

-Już jesteście!?
-Tak!-odkrzyknęłam i poszłam zanieść zakupy do kuchni w której był oręż Kofuku-Jest wszystko co było na liście i kupiliśmy jeszcze trochę słodyczy
-Po co wam to?-spytał patrząc na mnie z góry
-Chciałam ich spróbować, wyglądały na dobre-uśmiechnęłam się ukazując zęby
-Niech wam będzie-skinął na mnie upijając łyk kawy z kubka
-Daikoku?-zacząłm patrząc na niego poważnie
-Tak?
-Jak mogę znaleźć sobie pracę?-spytałam opierając się biodrem o blat-Chcę zarabiać jak Yuki
-Porozmawiamy o tym po obiedzie na osobności-schylił się do mojego ucha opierając dłoń na moim ramieniu-Yato nie może się o tym dowiedzieć
Skinęłam i wyszłam za nim z kuchni, weszłam na górę i już przed wejściem dobiegł mnie nieprzyjemny zapach. Z zniesmaczoną miną weszłam do pokoju w którym spaliśmy
-Ale tu syf!-skomentowałam z obrzydzeniem
Czym prędzej zaczęłam zbierać papierki i zaśmierdłe ciuchy walające się niemal wszędzie. Poszłam po ścierkę i przetarłam każdy zakamarek pokoju. Nie odbyło się też bez wiadra z wodą i mopa. Jednak kiedy skończyłam była pora obiadu a pokój niemal lśnił. przetarłam ręką pot z czoła i zeszłam na posiłek.
-Było pyszne-powiedziałam po opróżnieniu talerza-Umyję naczynia
Zebrałam wszystkie talerze i bez trudu zaniosłam je na raz do kuchni i wsadziłam do zlewu. Dokładnie kiedy kończyłam trzeci talerz do kuchni wszedł czerwonooki
-Dlaczego to robisz?-spytał bez emocji a ja i tak wiedziałam o co mu dokładnie chodzi-Jesteś tu pół dnia i każdy bóg zazdrości Yato że ma cię w swoich szeregach. Byłaś aniołem za życia?
-Nie mam pojęcia-uśmiechnęłam się nie patrząc na niego i kontynuując zmywanie-Czuję się bezużyteczna, to chyba przez to. Poza tym czuje jakbyśmy się tu wprosili, więc staram się pomagać ci jak najmocniej w prowadzeniu domu
-Dobrze gdzie chciałabyś pracować?-spytał opierając się plecami o lodówkę
-Obojętne mi to-wzruszyłam lekko ramionami-Byle żebym coś zarabiała
-W porządku dam ci coś do wypełnienia i bogowie zdecydują o twoim losie
-Dziękuję-powiedziałam kończąc zmywać-Dziękuję za wszystko
-Idź na ciastka, chciałaś ich spróbować-skinął w kierunku pokoju gościnnego
Skinęłam i wyminęłam go siadając koło Yato, chwyciłam ciastko i ugryzłam kawałek. Przyłożyłam dłoń do ust przeżuwając kruche ciastko z nadzieniem
-Dobre?-skinęłam szybko na co Yato i Yuki uśmiechnęli się
Wiedziałam że to właśnie ciastka z nadzieniem stały się moją ulubioną przekąską. O matko już kocham karmel!

czwartek, 21 stycznia 2016

7. Piękno

-A my najwidoczniej musieliśmy zginąć w podobnym wieku-kontynuował Yukine, a ja włączyłam z powrotem mój mózg
-To trochę samolubne ze strony bogów-powiedziałam patrząc w ziemie-Wykorzystują nasze ożywione dusze do walki
-Nigdy o tym w ten sposób nie myślałem-przyznał mi się
-Yuki, czy my jesteśmy niewidzialni?-spytałam po chwili-Jeszcze nikt, nie zwrócił na nas uwagi odkąd tu jestem
-To nie tak-powiedział po chwili zastanowienia-Ludzie nas widzą ale szybko o nas zapominają, albo po prostu nie zwracają na nas uwagi
-A Hiyori?
-Ona jest pół-duchem-za dużo informacji jak na jeden dzień-Czasami dusza z niej wycieka
-Ona i Yato są parą?-to mnie ciekawiło od samego początku
-Nie!-zaprzeczył gwałtownie-Nawet nie wiem co ona widzi w tym zapoconym dresiarzu. To biedak i idiota
-Muszę przyznać że mu się dłonie pocą-powiedziałam przez śmiech, Yukine śmiał się ze mną
-Długo tu już jesteś Yuki?-spytałam po opanowaniu się
-Rok-skinął sobie-Tak wiem, to krótko ale to był chyba najlepszy rok jaki mógłbym sobie wymarzyć
-To dużo dla kogoś kto jest tu od niecałych czterech godzin-roześmialiśmy się ponownie-To tu?
-Tak!
Kupiliśmy potrzebne składniki, których nie było tak sporo. Yukine i ja mieliśmy po jednej siatce i zaczęliśmy wracać
-Skoro inni nas nie widzą to dlaczego nie mogliśmy tego ukraść?-spytałam ale chłopak od razu zganił mnie samym wzrokiem
-Nie myśl o takich rzeczach-powiedział poważnie-Kiedy my, oręże, robimy coś złego nasz pan cierpi i zostaje skażony. Ty w tym czasie zmieniasz się powoli w Ayakashi. Twój pan przez rozległe skażenie zaczyna umierać
-I całkowicie znika?
-Ci, którzy mają wyznawców odradzają się ponownie-później jego ton się wyciszył, stał się bardziej mroczny-jednak ci, co są zrodzeni z życzeń już nie
-Yato jest zrodzony z życzeń, prawda?-spytałam poważniejąc w chwilę
-Tak, więc musimy się dobrze zachowywać
Skinęłam i przeszliśmy koło sklepu, w którym była niewielka grupka dziewczyn. Miały uśmiechy na twarzach i przeglądał ubrania co chwila przymierzając je na sobie. Wyglądały na naprawdę szczęśliwe, śmiały się głośno
-Co one robią?-spytałam z zaciekawieniem
-Robią zakupy-mruknął zbywając Yukine, ale widząc że chcę dokładniejszej odpowiedzi i nie ruszam się spod witryny sklepu dopowiedział-Kupują nowe ubrania bo chcą odświeżyć wizerunek, chcę w ten sposób spędzić czas lub po prostu chcę być piękne
-Czy bycie pięknym jest czymś złym?-spytałam dołączając do niego
-Nie Mune, o ile nie robisz sobie przy tym krzywdy
Na samo słowo piękno, moje serce szybciej biło a ciało zalewała przyjemna fala ciepła. Tak jakby to kiedyś miało dla mnie ogromne znaczenie. Odwróciłam głowę w stronę sklepu po raz ostatni i zwierzyłam się Yukine z mojego celu mając rumieniec na twarzy
-Chcę być piękna

poniedziałek, 18 stycznia 2016

6. Ja nie żyję...

-Hiyori a ty kim dla mnie jesteś?-spytałam z lekkim rumieńcem
-Hmm-zastanowiła się chwilkę z uśmiechem-Jeżeli chcesz mogę być twoją przyjaciółką
-Tak i to taką najlepszą!-chwyciłam ją z szerokim uśmiechem pod ramię a ona się zaśmiała-Hiyori jesteś dla mnie taka miła, no i jesteś też bardzo ładna-powiedziałam później ciszej, tak aby tylko ona usłyszała-Chciałabym być taka jak ty
-Miło mi to słyszeć-odpowiedziała miło-Mam nadzieję że cię nie zawiodę
Wróciliśmy do Kofuku, na dworze było trochę cieplej niż kiedy pojawiłam się tutaj, albo to mój organizm się po prostu przyzwyczaił. Ściągnęłam płaszcz z małą pomocą Yukine, który przytrzymał mi rękaw kiedy szamotałam się z nim. Kiedy ściągnęłam szalik odwróciłam się żeby podążyć za bogiem, bądź Hiyori do salonu.
-Mune, może chciałabyś być moim orężem?-spytała zagradzając mi przejście. Położyła mi dłonie na ramiona i uśmiechnęła się rozkosznie-Byłoby ci tu lepiej niż z Yattim
-Chyba jednak zostanę z Yato-powiedziałam kiedy objęła moją szyję-Jestem z nim za krótko żeby stwierdzić czy chcę mu służyć
-Ale Yatty nie ma własnej świątyni!-pisnęła oburzona odsuwając się ode mnie
-Nie szkodzi-skinęłam sobie po czym uśmiechnęłam się-Czy nie po to tu jestem? Żeby mu w tym pomóc?
-Kofuku daj jej spokój, dziewczyna jest jeszcze pewnie zagubiona a wy wszyscy mieszacie jej w głowie. Dajcie jej wszyscy święty spokój
Obronił mnie Yukine obejmując mnie ramieniem i prowadząc do salonu w którym siedzieli już Hiyori, Yato oraz Daikoku
-Dzięki Yuki-powiedziałam cicho, tylko do niego. Podeszłam do Daikoku-Mogę pomóc w obiedzie?
-Naprawdę chcesz?-spojrzał na mnie z nad gazety
-Nie chcę być bezużyteczna-skinęłam sobie-Co prawda nic jeszcze nie umiem, ale mogę zrobić zakupy i posprzątać
-Naprawdę?-odłożył gazetę i wstał, a był dużo wyższy niż ja
-Tak-zaśmiałam się a on szybko napisał na kartce rzeczy potrzebne do obiadu
-Idź razem z Yukine-dał mi ją do ręki-Nie zgubisz się i będziesz wiedziała gdzie jest sklep
Odwróciłam się i wyciągnęłam dłoń do siedzącego na ziemi chłopaka. Schyliłam się a włosy opadły do przodu
-Yuki wskażesz mi drogę?-on skinął z ledwo widocznymi rumieńcami i podał mi dłoń, pomogłam mu wstać
Ubraliśmy się, wzięliśmy pieniądze i wyszliśmy. Byliśmy na głównej ulicy kiedy zaczęłam rozmowę
-Jak my się tu wzięliśmy? No wiesz, w tym wieku i akurat tej płci-próbowałam naprostować-Ty i ja jesteśmy w podobnym wieku, ale oręża Bishamonten są młodsze i starsze, dlaczego?
Chłopak zastanawiał się przez chwilę , wyglądał jakby wiedział co chcę powiedzieć ale nie wie jak ubrać to w słowa
-Bo widzisz Mune, my kiedyś żyliśmy-zamknęłam usta i uśmiech zniknął z mojej buzi. Jak to żyliśmy?!-Jednak zginęliśmy mając czyste serca, więc bogowie wykorzystują nasze dusze do walki ze złymi duchami
Mimo że rozumiałam, jego słowa nie dochodził do mnie sens tej wypowiedzi. Ja nie żyję, zdecydowanie to spowodowało największy szok. Przetarłam twarz próbując sobie cokolwiek przypomnieć co było zanim Yato mnie wziął. Po prostu pustka, moim pierwszym wspomnieniem było to kiedy Yato trzymał mnie jako narzędzie, to białe miejsce z czymś podobnym do szkła na około. Pierwsze wspomnienie było kiedy byłam we wnętrzu broni. Później widziałam moje ciało, czułam chłód, znałam moje imię...

piątek, 15 stycznia 2016

5. Rozmowa z Hiyori

-Nie-powiedziałam pewnie a wszyscy byli zaskoczeni-Nie widziałam żeby ktokolwiek kłaniał się Yato
-No wiesz ty co?-jęknął bóg za mną
-Jestem orężem boga Yato i tylko jemu będę oddawała cześć i padała do stóp-powiedziałam pewna siebie
-Od jak dawna jesteś z Yato?-spytała. Dlaczego każdy o to pyta?
-A czy to ma znaczenie? Dwie godziny czy dwa lata, Yato wciąż będzie moim panem, któremu będę oddana-odpowiedziałam
-Polubiłam cię Mune, jeżeli będziesz miała dosyć Yato moje drzwi są dla ciebie szeroko otwarte
-Powodzenia-powiedziała kładąc mi dłoń na ramieniu
-Nie chcę go. Chcę tylko czystego serca aby spełnić jego marzenie o świątyni wspanialszej niż ta i o milionach wyznawców-po czym powtórzyłam-Nie chcę powodzenia.
-Yato oddasz mi ją?-spytała patrząc mi w oczy, po czym spojrzała nade mną twardo na chłopaka-Nie żartuję, zapłacę ci
-Chyba w marzeniach-zaśmiał się wrednie-Chodź Mune idziemy do domu!
-Hai, dziękuję za miłe słowa-powiedziałam szybko do Bishamonten po czym szybko ruszyłam do reszty-Czekajcie na mnie!
Dogoniłam ich i razem opuściliśmy teren jej świątyni. Szłam z Hiyori trochę z przodu. Dość długo walczyłam z sobą żeby zapytać o wszystkie rzeczy, których chcę się dowiedzieć
-Hiyori z góry przepraszam, że zadam ci takie głupie pytania ale jeszcze nie jestem pewna wszystkich spraw-zaczęłam patrząc na jej twarz-Nie śmiej się ze mnie, dobrze?
-Pytaj nawet o kolor nieba Mune!-uśmiechnęła się szeroko dodając mi odwagi
-Kim jest dla mnie Yukine?
-Yukine jest artefaktem Yato, który jako jedyny zamienił się dla niego w święte Insygnium ratując mu życie. Jest jego przewodnikiem-wytłumaczyła mi to co wiedziałam
-Tak, ale kim jest dla mnie?-dziewczyna zastanawiała się chwilę po czym radośnie odpowiedziała
-Nie wiem-po czym jednak dodała-Można powiedzieć że chłopakiem udającym starszego brata
-Ty i Yato jesteście razem?-spytałam nagle
-Co?! Nie!-zaprzeczyła gwałtownie machając rękami-S-s-skąd taki pomysł?!
-A nie wiem, tak jakoś-uśmiechnęłam się pod nosem patrząc przed siebie-Czemu każdy z bogów proponuje mi dom?
-Jesteś oddana i prawdopodobnie nie będziesz sprawiać problemów-powiedziała po chwili, kiedy opanowała swój rumieniec-Jeżeli tylko ktoś ci pokaże, będziesz silnym orężem. A każdy bóg o takim marzy
-Skąd Yato wziął pomysł na moje imię?-spytałam, przecież nie każdy bóg nazywa swoją broń Marzenie. Yukine nawet był nazywany Śnieg a nie jakoś inaczej. Więc dlaczego ja byłam marzeniem?
-Nie wiem-uśmiechnęła się znowu pogodnie, a ja stwierdziłam że chciałabym umieć się tak uśmiechać

wtorek, 12 stycznia 2016

4. Wielkość Bishamonten

Yato po poznaniu mnie z Kofuku zaprowadził nas wszystkich do świątyni należącej do Tenjina. Byłam onieśmielona jego świątyniom oraz jego pięknymi orężami. I wciąż nie wiedziałam co się dzieję. Wiedziałam jedynie, że służę Yato a Hiyori jest jego dziewczyną lub coś w tym stylu. Musiałam się jeszcze dowiedzieć kim dokładnie jest dla mnie Yukine. Yato jest biedny ale mam być mu wierna i okazywać mu szacunek. Jestem po prosu jego bronią, okej rozumiem. Mam mu pomóc w zdobyciu świątyni i wyznawców. Podeszłam bliżej Tenjina jednak nie ukłoniłam się. Przecież jego oręże nie kłaniały się Yato, na dobrą sprawę nikt nie kłaniał się Yato
-Nazywam się Mune i jestem nowym orężem boga Yato-przedstawiłam się-Miło mi was poznać
-Jesteś oddana swemu panu, od jak dawna jesteś z Yato?
-Od dwóch godzin
-Życzę ci powodzenia-powiedział ze współczuciem
-Dziękuję ale nie potrzebne mi ono-uśmiechnęłam się dając włosy za lewe ucho-Chcę spełnić marzenie Yato o wyznawcach i świątyni. Do tego potrzebne mi jest czyste serce a nie powodzenie
-Więc życzymy ci czystego serca Mune-skinęłam
Wróciłam do Yato i stanęłam po jego lewej stronie, po prawej stał Yukine, a obok niego Hiyori z uśmiechem
-Dobry artefakt ci się trafił Yato, dbaj o nią a jak ci się znudzi to chętnie ją przyjmę-powiedział z poważną miną-A ty Mune, daj z siebie wszystko
-Hai!-skinęłam i wyszliśmy z jego świątyni
-Nad rzekę?-spytała z nadzieją Hiyori, jato pokręcił przecząco-To gdzie?
-Do tej jędzy, Bishamon-zaśmiał się z naprawdę dziwną miną
Po chwili znaleźliśmy się na terenie Bishamonten i to tutaj poczułam się naprawdę malutka.
-Ile ona ma oręży?-spytałam widząc tłumy na dziedzińcu
-Ze sto? Może więcej-odpowiedział mi Yukine a ja oniemiałam i nie umiałam znaleźć języka w gębie
-O jacie-powiedziałam cicho trzymając się blisko Yato. Byłam przerażona i przytłoczona oraz wciąż nie wiedziałam co się dzieję w okół mnie
-Bishamon patrz kto jest moim nowym orężem!-zaśmiał się wrednie wskazując na mnie
Popchnął mnie w jej kierunku a ja zmuszona byłam podejść bliżej. Stałam przed obliczem Bishamontem, jednej z bogów szczęścia. Nogi miałam jak z waty i myślałam że zaraz upadnę. Byłam naprawdę mnie to przytłaczało.
-Nazywam się Mune i jestem nowym shinki boga Yato-powiedziałam odrobinę śmielej-Miło mi was wszystkich poznać!
-Nie ukłonisz się?-spytała a ja na prawdę byłam jeszcze bardziej zbita z tropu. Nie wiedziałam co robić...

niedziela, 10 stycznia 2016

3. Chwalmy się nowym orężem!

-A więc to jest moje imię-Mune stała bokiem do lustra.
Na boku żeber widział znak w fiołkowym odcieniu. Bluzka, którą jej dałam odkrywała jego kawałek jednak Mune najwidoczniej to nie przeszkadzało. Ubrana w białą bluzkę na krótki rękaw, do pępka z dziurami na ramionach i wiązaną z boku, czarne rurki z wyższym stanem i zarzuciła sobie granatowy płaszcz z kieszeniami . Różowy szalik zamieniłam je na czerwony, jednak ona jedynie niedbale go odsunęła razem z płaszczem. Podwinęła jeszcze wyżej swoją bluzkę i przejechała palcem wskazującym po imieniu. Uśmiechnęła się, a ja wiedziałam że nie będzie źle. Ona w końcu nie jest Yukine.
-Chodźmy-skinęła mi i wyszłyśmy z pokoju.
Na dole dałam jej brązowe botki za kostkę. Przed bramą czekali na nas chłopaki. Mune podeszła do nich szybko z uśmiechem, miałam wrażenie że chciała się roześmiać. Była bardzo ładna, a mi wciąż przeszkadzał fakt że taka dziewczyna straciła ludzkie życie w tak młodym wieku, w którym już pozostanie
-Hiyori idziesz?-dołączyłam do nich i poszliśmy nad rzekę
To znaczy tak myślałam. Jednak Yato jak poprowadził nas do Kofuku, tylko po to żeby pochwalić się nową świętą bronią
-To jest Mune-oświadczył z dumą wskazując na lekko zakłopotaną dziewczynę
Daikoku powitał ją miłym uśmiechem a Kofuku rzuciła się na nią z uściskiem. Gdyby nie Yukine, który przytrzymał Mune w drodze na ziemię oby dwie ny się wywróciły
-Mu-chan tak fajnie że jesteś z nami!-pisnęła jej do ucha a zmieszana Mune lekko objęła ją jedną ręką.
Pożegnaliśmy się z boginią ubóstwa i myślałam że udaliśmy się w drogę nad rzekę
-Tu mieszkamy-powiedział Yato
-nie masz świątyni?-brunetka zwróciła się do niego
-Mam ale od Kofuku zawsze wszędzie blisko-zaśmiał się
-Jest biedny-powiedział cicho Yukine do Mune a ona się roześmiała
A Yato kolejny raz nie poprowadził nas nad rzekę! Po chwili weszliśmy na teren świątyni należącej do...

środa, 6 stycznia 2016

Nowa postać-Mune!



Przydomek
Mune  - 夢音 (Marzenie + Dźwięk)

Tytuł oręża
Yumeki - 器 (Marzenie + Narzędzie)

Imię
Yume -  夢 (Marzenie)

 
 Yume trzymająca swoją wersję Shinki w dłoni

Wiek: 15
Płeć: Kobieta
Włosy: Brązowe
Oczy: Brązowe
Zajęcie: Święta broń Yato 
Rasa: Shinki
Charakter: Yume nie chcę sprawiać problemów i jest naprawdę wdzięczna za okazaną jej pomoc. Jest spokojna oraz przez krótki czas strasznie zagubiona. Zadaje pytania i próbuje wszystko zrozumieć za pierwszym tłumaczeniem. Jest spostrzegawcza i sprytna. Stara się być dobrym orężem i spełnić życzenie Yato za wszelką cenę. Porównuję każde marzenie do pięknych motyli. Kiedy jakiś Ayakashi zostanie przez nią zniszczony widzi czarne motyle, które rozpływają się w powietrzu. Yume stara się pomagać wszystkim a przez jej umiejętności za życia praca za którą się łapie szybko jej idzie. Jest zaradna i nie prosi się dużo o pomoc, zna swoje miejsce i ma szacunek do swojego pana. Szanuje go więc odrzuca wszystkie propozycję bycia orężem kokoś innego. Przez to jaka była za życia bardzo pragnie być piękna, co prowadzi później do wielu problemów

Relacje (będą ciągle aktualizowane z rozwojem opowiadania)

Yato-jako jego oręż Mune jest mu wierna oraz za wszelką cenę chcę spełniać jego marzenie o świątyni i wyznawcach. Nie chce żeby Yato się na niej zawiódł oraz rezygnuję z kłaniania się jakiemuś innemu Bogu ze względu że jej pełny szacunek skierowany jest w stronę Yato

Iki Hiyori-Yume widzi w Hiyori już od początku dobrą przyjaciółkę, podziwia ją za jej sposób bycia miłą oraz życzliwą. Podziwia jej urodę oraz podejrzewa że dziewczyna i jej pana wiąże coś więcej niż tylko przyjaźń. To właśnie Hiyori pyta o najbanalniejsze rzeczy prosząc żeby nie śmiała się z nich. Hiyori jest jedyną osobą, której pokłoniła się Yume

Yukine-Jest zafascynowana Yukine najbardziej ze wszystkiego. Chłopak skutecznie ją rozbawia i opowiada jej o przygodach z Yato oraz Hiyori. Nie jest pewna kim od dokładnie dla niej jest, przez co pyta się o to Iki. To Yukine mówi jako jedynemu o swoim pragnieniu byciu piękną, oraz to on pierwszy dowiaduję się o wszystkim co robi, bądź pragnęłaby zrobić Mune. Mówi do niego Yuki, co z początku irytuję chłopaka. Są podobnego wzrostu co też frustruję Yukine, przez pracę oraz zadania które wykonuję z Yato nie ma czasu uczyć dziewczyny tak jak chciał. Nie lubi kiedy Mune zostawia pytania bez odpowiedzi